16. PKO POZnań Maraton – mój czwarty maraton (3:07:23)

11 października 2015r.

Poznań. To miasto będzie mi się kojarzyło z otwartymi, fantastycznymi kibicami i bardzo dobrą organizacją. W tak zimny dzień wielkim atutem jest to, że po biegu można od razu schować się do ciepłej hali.

Poranek był bardzo chłodny, nie było przymrozku, może +2 stopnie, ale odczuwalna wydawała się poniżej zera. Niewyspanie chyba dodatkowo potęgowało uczucie chłodu. Spaliśmy w jednostce straży pożarnej no i niestety strażacy mieli nocne wyjazdy.

Od startu dzieliło nas może ze 300 metrów. Wyszliśmy najpóźniej jak się dało opatuleni w koce termiczne. Ja dodatkowo „uszyłem” sobie koszulkę z worka na depozyt. Biegłem w nim pierwsze 3 km, potem dosłownie zdarłem go z siebie, a po dwóch kilometrach zdjąłem jeszcze koszulkę bez rękawów. Zostałem w cieniutkiej koszulce z rękawkami, krótkich leginsach, skarpetach kompresyjnych pod kolano i starych, poprutych rękawiczkach. Pełen komfort, w słońcu nawet trochę za ciepło :). Zacząłem się przez chwilę obawiać, że finisz będzie w ukropie, czyli kilkunastu stopniach, ale po przebiegnięciu dłuższego odcinka w cieniu wyleczyłem się z tego przekonania :). Rozpocząłem spokojnie, zgodnie z planem, bez podpalania się. Nieudany maraton we Wrocławiu zacząłem za szybko i to mogła być przyczyna kontuzji biodra, która uniemożliwiła ukończenie biegu. Tym razem lepiej przygotowałem się strategicznie. Wspomogłem się kalkulatorem umieszczonym na tronie http://www.feelrace.com. Wylicza on prędkości i tętna na kolejnych kilometrach. Dość konsekwentnie trzymałem się tętna, natomiast tempo trochę się rozmijało przede wszystkim ze względu na ukształtowanie terenu: na zbiegach biegłem szybciej a na podbiegach wolniej, ale średnia z grubsza się zgadzała. W dużym skrócie strategia tego kalkulatora była taka, że co 14 km miałem przyspieszać, ale jednocześnie trzymać się tętna. Pierwsze 10km to praktycznie same zbiegi. Na 7km pierwszy żel, który popijam na punkcie nawadniania wodą. Wogóle założenie miałem takie, że piję tylko wodę, żadnych izotoników. We Wrocławiu popijałem żele izotonikiem i miałem rewolucje żołądkowe. Mniej więcej na 16km zaczął mi się zsuwać pasek pulsometra. Musiałem go co chwilę poprawiać. Niestety wraz z opadaniem pulsometra odczyt pulsu zaczął szaleć. Po poprawieniu chwilę było dobrze, a potem znowu kicha. Ale trzymałem prędkość, a te chwile poprawnych odczytów tętna wystarczyły, aby się zorientować, że wszystko idzie zgodnie z planem.

Od samego początku przeszkadzało mi to, że nie wysikałem się przed samym startem. Te parę kropli urastało w mojej głowie do niebagatelnych ilości. Wreszcie na 19 km nie wytrzymałem, zaliczyłem krzaki i choć byłem przekonany, że oddam z litr, to wysikałem parę kropli. Od razu poczułem się lepiej. Żałowałem, że nie zrobiłem tego wcześniej. Nie chciałem tracić tych kilkunastu sekund, ale następnym razem nie będę czekał. Ostatecznie traciłem około 35 sekund. Teraz leciałem jak na skrzydłach w poczuciu, że już mi nic nie przeszkodzi. Dopiero na „połówce” wyrzucam rękawiczki i wciągam drugi żel, który popijam wodą (na punkcie nawadniania bo nie mam ze sobą niczego do picia). Biegnie mi się bardzo swobodnie, mam ochotę przyspieszyć bo czuję się świetnie, ale nie robię tego, do mety jeszcze kawał drogi. Nadal na podbiegach wolniej, a na zbiegach szybciej. Na 27km dobija do mnie biegacz, z którym biegnę do 33km, trochę gadamy. W międzyczasie na 30km żel i woda. Biegnąc z nim przestałem zwalniać na podbiegach. Biegło mi się nadal bardzo dobrze, ale w pewnym momencie przestraszyłem się, że później mi zabraknie sił i na podbiegu na 34 kilometrze zwolniłem, on poleciał dalej. na 35km też jest podbieg i też wolniej. Potem zbieg, już przyspieszam. Doganiam chłopaka, z którym biegnę ze dwa kilometry, wymieniamy parę zdań i nagle czuję, że prawy but na którym mam chipa obluzowuje mi się na nodze. Pierwsza rzecz, o której pomyślałem to to, że jak się zatrzymam to będzie mi ciężko wrócić do tak szybkiego biegu. Generalnie mam taki właśnie problem, więc nawet podczas długich wybiegań treningowych staram się nie zatrzymywać. Druga myśl to straty czasowe. Chwilę gadamy, no i chłopak mnie przekonuje: Lepiej teraz się zatrzymaj bo później jak rozwiąże ci się całkiem to straty będą większe. No i się zatrzymuję, zaciskam, ruszam dalej. Standardowo z kłopotami, ale ruszam. Chłopak trochę odbiegł, ale udało mi się go dogonić. Okazuje się, że kilometr wcale nie wyszedł wolniejszy więc po wiązaniu buta musiałem pruć poniżej 4:10. Niestety po kolejnym kilometrze znowu zaczął mi się luzować, ale już tym razem nie zatrzymuję się. Mam nadzieję, że dobiegnę do końca. Zaczyna się 41km. Ostatnia długa prosta. Planowałem te ostatnie dwa kilometry biec najszybciej jak mogę, ale wiał tak silny wiatr, że ostatecznie wychodzi trochę poniżej 4:30. Byłem trochę zły. Dobiegam do ostatniego zakrętu przed metą, na zegarku nad metą czas powyżej 3h07m. Wiatru nie ma, hala targowa osłania trasę. Lecę na złamanie karku, żeby tylko było poniżej 3:08. Nie wiem skąd te siły się wzięły. Przekraczam metą. Na zegarze 3:07:56 :). Wiem, że to czas brutto, więc netto będzie lepszy. Nieźle, z każdą chwilą jestem szczęśliwszy. Nogi zaczynają mi sztywnieć. Chłopak z obsługi zbierający chipy sam proponuje, że zdejmie mi chipa!!! Gość bez gadania z uśmiechem na twarzy, zagadując rozwiązuje mi buta, zdejmuje chipa i sznuruje buta z powrotem. To jest dopiero zrozumienie zawodnika. Brawo!

Wracając jeswiazanie_butazcze do buta. Nie dość, że nie rozwiązał się do końca, to wyglądało na to, że po poluzowaniu ruch nogi w bucie spowodował, że węzeł z powrotem się zacisnął. But był luźny, ale od pewnego momentu nie luzował się już bardziej. To prawdopodobnie zasługa takiego sznurowania jak na rysunku obok.

Sznurowadło rozwiązało mi się dlatego, że nie zrobiłem podwójnego węzła.

Jeszcze kilka dygresji. Strategia biegu była strzałem w dziesiątkę. Następnym razem również korzystam z tego kalkulatora. Zachowałem sporo sił na koniec, a bieg sprawiał mi przyjemność prawie do samego końca wyłączając ostatnie 2km pod wiatr.

 

A oto wyniki naszego teamu (wyniki pogrubione to życiówki):

poznan_maraton_2015Jan Wolański (Marszowice) – 02:52:57

Marcin Siciarz (Oława) – 03:07:23

Krzysztof Messyasz (Gać) – 03:24:14

Wojciech Jakobsze (Marcinkowice) – 03:33:07

Piotr Mijał (Oława) – 03:40:32

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.